MAŁGORZATA SIKORSKA-MISZCZUK - "BURMISTRZ" Drukuj

Małgorzata Sikorska-Miszczuk



Osoby:

Burmistrz Przed i Po

Niemiec Na Pokucie

Miss Piękności

Matka Boska

Burmistrz Nowego Jorku

Mieszkaniec Miasta

12 Zięciów Mieszkańca

12 Synowych Mieszkańca

Małgorzata Sikorska-Miszczuk


Dwóch burmistrzów, jeden z wyciągniętą ręką

Na stole leży litera cmentarna. Ani ją przyszyć, ani przyłatać, bo z kamienia. A co się stało? Czas przez nią przeszedł. Napis się w proch rozsypał, a ona została. Teraz leży na stole i patrzy. To przyzwoita litera, porządna, ale została sama. Smutno jej, a najbardziej dlatego, że przetrwała próbę.

Burmistrz                                           To jestem ja z Czasu Niewinności. Ten czas się

skończył. Drugi ja, ten sam ja (przecież jestem tylko jeden ja), siedzi na krześle z wyciągniętą ręką, wskazuje na mnie. Jest cały w ranach, jest tylko w kawałkach, trzyma się skórą, nie umie dużo mówić. Umie tylko powtarzać, wskazując na mnie ręką: „to ja, to ja”.

To jestem ja z Czasu Niewinności, to jestem ja z czasu przed, to jestem ja, kiedy powietrze stało nieruchomo, nie drżało, głosy nie wołały, ziemia była gliniasta albo wysuszona, rodziła owoce, była po prostu ziemią, a ja byłem po prostu mieszkańcem tej ziemi, normalnym przyzwoitym człowiekiem, i nic w tym nie widziałem niezwykłego. To był czas, który już się skończył i nigdy nie wróci.

Kim wtedy byłem? Jak to wytłumaczyć? Chciałoby się po prostu stworzyć sytuację „przed”, którą skontrastuje się w sposób jasny z sytuacją „po”.

Sytuacja „przed”: idę, wypada mi gazeta. Co to powie o mnie, o burmistrzu tego miasta?

Wypada mi gazeta. Ktoś woła: „gazetka wypadła, PanieBracieDoRanyPrzyłóżSwójChłopie!” To mówi o mnie to, co mówi. Albo: „Panie Burmistrzu, za przeproszeniem, wypadła panu gazeta” – i tak się zacznie ta historia, która nieuchronnie doprowadzi do stanu, w którym siedzę z wyciągniętą ręką (cały w ranach, tylko w kawałkach, trzymam się skórą), wskazuję na samego siebie i mówię „to ja, to ja”.

Stanu, który jest po.

Po, po, po.

Stan „po” inspirował wielu znakomitych twórców, którym intuicja bezbłędnie, wręcz genialnie wskazywała na to, że stan „po” ma w sobie coś z dziecka albo z idioty. Potwierdzeniem tego jest piosenka:

Tinki, Łinki, Lala, Po (sic!)

Teletubiś, Teletubiś,

Mówią nam heloł!

Burmistrzowi wypada gazeta

Podnosi ją Mieszkaniec Miasta, tak jak było zapowiedziane.

Mieszkaniec                                       Chciałbym powiedzieć o naszym burmistrzu kilka

słów, zanim podniosę upuszczoną gazetę. Ten nasz burmistrz to do rany przyłóż, swój chłop, brat łata. Złego słowa o nim nie powiem. Dba o Miasto, ludzi nie obraża, z ludźmi dobrze żyje, ludzie go lubią i wybierają, bo wart jest tego. O wszystko dba, o ziemię tutejszą, o Pomnik dba i wąsy ma po naszemu, i święty patron jego imienia dobrze mu życzy, z nieba na niego patrzy i dobrze mu drogę wskazuje.

W dzisiejszych czasach ludzie nie wierzą w Boga, a czemu, to ich sprawa.

(do Burmistrza, który cierpliwie czeka)

Gazetka wypadła, PanieBracieDoRanyPrzyłóżSwójChłopie!

Burmistrz Przed                                 Dziękuję-dziękuję! Nie wiem, jak to się stało, że mi

gazeta wypadła! Tak jakby jakaś siła wyższa mi ją spod pachy wytrąciła!? Gdyby nie pan, to by przepadła, ale najważniejsze jest, że pana spotkałem!

Mieszkaniec                                       To nie będzie pan czytał tej gazety?

Burmistrz Przed                                 No nie, jak tak stoimy, to nie.

Mieszkaniec                                       To ja usiądę i poczytam.

Burmistrz Przed                                 Cała przyjemność po mojej stronie! Bardzo, bardzo się

cieszę, że mogę się panu przysłużyć tą moją gazetką.

Mieszkaniec                                       Później zięciowi dam do poczytania.

Powiedzieć panu, co w niej piszą?

Burmistrz Przed                                 Nie chcę przeszkadzać w lekturze.

Mieszkaniec                                       Ja i tak zawsze na głos sobie czytam. A piszą w tej pana

gazecie, że w świecie dalekim od nas otwarli grubą zalakowaną kopertę. Zamkniętą na lak. Piszą, że mieli jej nie otwierać przez tysiąc lat.

Burmistrz Przed                                 Ale za tysiąc lat, czy tysiąc lat temu?

Mieszkaniec                                       Piszą... Nie piszą za który tysiąc lat.

Burmistrz Przed                                 To może właśnie teraz jest właściwy czas?

Mieszkaniec                                       Nie piszą. Piszą, że tajne sprawy na świat wyjdą z tej

koperty. Ogłoszą je na konferencji prasowej. Piszą, że prawda cały świat okrąży i do kogo trzeba dotrze.

Burmistrz Przed                                 To i do nas dojdzie.

Mieszkaniec                                       Do nas nie dojdzie. Do naszego Miasta nie dojdzie. Co o

naszym Mieście może być napisane w grubej zalakowanej kopercie? Jaka wiadomość? Tak myślę, że żadna.

Burmistrz Przed                                 Pan mi da tę gazetę, zanim zięciowi da. Muszę

popatrzeć, kiedy konferencja. Ja mam ważne instrukcje urzędowe na wypadek konferencji w świecie.

Mieszkaniec                                       Tylko kłopot z tą pańską gazetą. Jakby pan jej nie miał,

to by się pan do konferencji nie musiał szykować. Ja panu lepiej przeczytam, co w naszej gazecie lokalnej piszą.

(wyciąga gazetę lokalną, która mówi o sprawach jego Małej Ojczyzny, w której przecież wszyscy żyjemy)

Burmistrz Przed                                 E, nie. Ciągle to samo piszą. Pięknie piszą, ale już znam

to na pamięć.

Mieszkaniec                                       A w to mi się wierzyć nie chce.

Burmistrz Przed                                 Możemy się zaraz przekonać. To nic złego, że znam

tekst na pamięć.

Mieszkaniec                                       Pierwszą literę podpowiedzieć?

Burmistrz Przed                                 Nie trzeba. (mówi z głowy)„Od rana promienie

słoneczne igrają na ametystowej głowie naszego Pomnika.”

Mieszkaniec                                       (patrząc na tekst w gazecie lokalnej) Tak jest napisane!

Burmistrz Przed                                 „Ześlizgują się z jego szafirowych rzęs, by rzucić światło

w głąb szmaragdowych oczu.”

Mieszkaniec                                       Tak jest napisane!

Burmistrz Przed                                 „Spojrzenie, którym obdarza nas Pomnik.”

Mieszkaniec                                       Tu nie ma kropki!?!

Burmistrz Przed                                 Wiem, zażartowałem.

Mieszkaniec                                       Niech pana ręka boska od takich żartów!

Burmistrz Przed                                 Dobrze-dobrze.

„Spojrzenie, którym obdarza nas Pomnik jest głębokie i

przejrzyste. Trudno uwierzyć, że to tylko posąg, nawet żywioł wiatru sądząc, że Pomnik żyje, stara się zmierzwić jego złote loki. Bezskutecznie. Złoto najwyższej próby nie drgnie pod pieszczotą serdeczną ciepłych podmuchów. Szmaragdowe oczy są głębokie i przejrzyste. Postać obleczona jest w mundur z chryzoprazu z bursztynowym paskiem. Rubiny guzików skrzą się w słońcu jak krew. Srebrna szabla w dłoni lśni w dzień i w nocy, rękojeść jej wysadzana diamentami. Cała Świetlana Postać mieni się złotem, platyną, perłami. Jest to najczystszy budulec Pomnika, niezniszczalny jak nasza duma.

Zapytajmy głośno: kto rozjaśnia nasz kolejny dzień? Pomnik, skarb i chluba Miasta, rozjaśnia nasz kolejny dzień.”

Mieszkaniec                                       A to niespodzianka. A to sztuka.

Burmistrz Przed                                 Nic trudnego. Bo to taki piękny tekst.

Mieszkaniec                                       Pójdę i powiem zięciowi.

Burmistrz Przed                                 A gazetka?

Mieszkaniec                                       Nie trzeba, on już się kładzie spać.

Wątpliwości

Burmistrz niespodziewanie zaczyna popłakiwać.

Burmistrz                                           Gdy drugi raz wypadnie mi gazeta, stanie się coś

strasznego. Dlatego wciąż ją trzymam, ściskam ją kurczowo. Ona zakotwicza mnie w Tej Chwili – nic się jeszcze nie wydarzyło. Nie będę poddany żadnej próbie. Czy ktoś z was chciałby być poddany próbie? Ja też chcę normalnie żyć! Po prostu! Dlaczego teraz płaczę? Ja nie chcę nic specjalnego sobą reprezentować. To są normalne czasy. To nie są żadne „tamte czasy”. Ja się nie czuję na siłach. Nie jestem bohaterem. Nie mam w sobie nic bohaterskiego. Ani głowa moja nie jest szlachetna, ani rysy godne – mogę się z tego trochę pośmiać, prawda? Ani mój tors, to nie jest jakiś szczególny toooors heeeerosaaa, nie mam torsu herosa, mam taki sobie, byle jaki, torsik, i reszta moja też jest taka sobie, przeciętna.  Jak się rozbiorę do kostiumu, do slipek, to też to nie jest to powalające, zapewniam wszystkich. Czy ja nie mogę normalnie żyć? Żyć i mieć święty spokój? Zróbcie coś, żebym nie płakał!

Prośba Burmistrza nie zostaje wysłuchana

Burmistrz stoi i kurczowo ściska gazetę. Prawda jest taka, że nie ma wyjścia. Nie może ściskać inaczej, tylko kurczowo. Dodajmy, że Los, Fatum, Przeznaczenie jest nieubłagane. Cichym, kocim krokiem skrada się w jego stronę, jest coraz bliżej, trzy, dwa, jeden. Bach!

Niemiec Na Pokucie                          Zanim krzyknę Bach!

Powiem tylko o sobie

Tytułem wyjaśnienia:

Noszę na szyi

Kółko na sznurku

To za karę

Taki wisiorek

Żeby każdy mnie widział

Od razu i z daleka

Żebym się odróżniał

Jako syn mordercy

Ludzie mówią, że przesadzam

Że noszę to kółko, żeby dźwięczało

Że nikt mi nie kazał

Bach!

Burmistrz Przed                                 O, Matko Boska!

(upuszcza gazetę, przestaje płakać i czkać)

Niemiec Na Pokucie                          Panie Burmistrzu, za przeproszeniem, wypadła panu

gazeta.

Burmistrz Przed                                 Przypomniało mi się, że śniła mi się dzisiaj Matka

Boska.

Niemiec Na Pokucie                          Nago?

Burmistrz Przed                                 Nie, nie była naga. Była, wiesz, ogromna. Nic nie było

tylko niebo, wszechświat nieba, i całe to niebo, calutkie, zajmowała Matka Boska w błękitnej szacie i promieniała. Obudziłem się z bijącym sercem.

Niemiec Na Pokucie                          Ja nie mam takich snów.

Burmistrz Przed                                 Dopiero teraz mi się przypomniał. Kiedy ze strachu

wypadła mi gazeta, ten sen wrócił.

Niemiec Na Pokucie                          Krzyknąłem „Bach”, bo coś mnie podkusiło.

Burmistrz Przed                                 To był straszny sen, straszny. Matka Boska powiedziała

mi, że słyszy krzyk i ten krzyk jest wielki.

Matka Boska                                      Wciąż słyszę okropny krzyk, który dobiega z twego

Miasta, Burmistrzu. Ten krzyk powoduje, że zaczynam drżeć pod błękitną suknią, a włosy moje, równo uczesane, zaczynają dęba stawać, i choć zajmuję całe niebo czuję, że się kurczę, taki straszny jest ten krzyk. Wysyłam więc do Miasta siebie samą i jeśli to prawda, że ten krzyk jest przez mieszkańców Miasta, to zniszczę to Miasto.

Burmistrz Przed                                 Tak ona powiedziała, a ja, ciągle oszołomiony tym, że ona do mnie mówi, pytam:

„Chcesz zniszczyć całe Miasto, bo słyszysz jakieś głosy?

A poza tym, czy mają zginąć winni z niewinnymi? A jeśli jest tu pięćdziesięciu sprawiedliwych wśród reszty grzeszników – przypomniało mi się, że tak jakoś można powiedzieć – to też zniszczysz Miasto?”

Matka Boska                                      Jeśli jest pięćdziesięciu sprawiedliwych w twoim

Mieście, to nie zniszczę.

Burmistrz Przed                                 Tak ona powiedziała, a ja na to:

„a co, jak sprawiedliwych będzie

czterdziestu pięciu?” – i nagle cały się wkurzam, tak się przeokropnie wkurzam, i mówię: „kurwa mać” a przecież nigdy tak nie mówię, „co to jest, co to za zabawa, mamy zejść, zdaje się, do dziesięciu, ale” – i mówię tak niemiło do niej „ale co ty sobie wyobrażasz!?” I nagle zaczynam krzyczeć na nią, na Matkę Boską, i potrząsać nią, bo się zrobiła mała, to znaczy normalna, i mówię: „Słuchaj mnie! Odwaliło ci, że tu się znajdzie dziesięciu sprawiedliwych w tym pieprzonym Mieście!? Nie znajdzie się! Patrz na mnie, bo zacznę wrzeszczeć, bo wygląda, jakbyś mnie nie słuchała! Jeden jak się znajdzie, to będzie dobrze, i spróbuj tknąć to Miasto! Spróbuj!”

Matka Boska                                      Okej.

Burmistrz Przed                                 Tak ona powiedziała. Okej.

Niemiec Na Pokucie                          Trafnie podsumowałeś sytuację, że ma szansy na

dziesięciu sprawiedliwych. Podobało mi się też, jak prowadziłeś rozmowę w tym śnie, którego ci zazdroszczę. Pamiętaj tylko, że Matki Boskiej nie ma.

Matka Boska                                      Ależ skąd, Synu Mordercy. Jestem i cię kocham.

Noce burmistrzów

Nocami burmistrzowie wszystkich krajów nie mogą spać.

Cyniczni burmistrzowie obmyślają szczegóły swoich jeszcze bardziej cynicznych przedsięwzięć. Uczciwi zastanawiają się, ile świat ma twarzy Zła i jak być burmistrzem w świecie, który ma tyle twarzy Zła.

Odpowiedź na pierwsze pytanie jest prosta: świat ma 365 twarzy Zła, a co cztery lata 366. Co noc jedna z tych twarzy pochyla się nad dobrym, uczciwym Burmistrzem. Każda twarz Zła ma prawo do jednego przerażającego grymasu.

Odpowiedź na drugie pytanie, jak być dobrym burmistrzem w świecie, który ma tyle twarzy Zła, jest trudna. Każdy burmistrz mierzy się z tym zadaniem indywidualnie.

Noce Syna M ordercy

Nocami Syn Mordercy, Niemiec Na Pokucie, też nie może spać.

Niemiec Na Pokucie                          Tatuś nie żyje

Lubię patrzeć na jego zdjęcie

I onanizować się

Sam bym na to nie wpadł

Ale kiedyś przeczytałem

Że jest taki zwyczaj wśród synów

Nienawidzących swoich ojców

Intymna sytuacja

Punkt wyjścia do konwersacji:

Patrz, ja jestem, a ciebie nie ma

Poznajesz mokrą plamę

Na swoim nosie?

To ja.

Szukam bliskiego kontaktu

Na tyle mnie stać.

Cieszysz się, że mogę?

Wiesz te nasze męskie sprawy

Nie zdążyliśmy pogadać jak należy

Może nauczyłbyś mnie

Używać innych zdjęć

Ale byłeś zajęty mordowaniem

Ty kanalio

Bydlaku

To ty mnie spłodziłeś

Przez ciebie umieram

Zapisałem się na lobotomię

Wszystko lepsze od wiedzy

Kim jestem

Przyjaciele mówią

Nie przejmuj się

Co cię obchodzi

Kim jest twój ojciec?

Otwórz ramiona

Pokochaj świat

Weź masaż

Pomódl się

Bóg cię kocha

Jesteś jego dzieckiem

Nie jestem dzieckiem Boga

Odpowiadam

Jestem synem mordercy

Odpowiadam

Rankiem

Mieszkaniec                                       Matko boska, panie Burmistrzu!

Goście idą!

Burmistrz Przed                                 Kto taki?

Mieszkaniec                                       Panna.

Burmistrz Przed                                 O, Matko Boska.

Mieszkaniec                                       Śliczna panna i jakiś drugi z nią.

Burmistrz Przed                                 To pewnie Ona.

Mieszkaniec                                       Jaka Ona?

Burmistrz Przed                                 Matka Boska przyszła sprawdzić, czy Miasto wygubić,

czy nie.

Mieszkaniec                                       Czyś pan się jeszcze nie obudził?

Trzeba iść i oficjalnie zapytać, kim są i czego im trzeba.

Burmistrz Przed                                 A skąd idą?

Mieszkaniec                                       Mówią ludzie, że wyleźli z dziury, wedle potoka.

Burmistrz Przed                                 Nie z dziury, tylko z tunelu.

Mieszkaniec                                       Jak zwał, tak zwał.

Spotkanie

Burmistrz Przed                                 Panie Burmistrzu, to ja, Burmistrz tutejszego Miasta.

Domyślam się, że pan z wizytą tunelową?

Burmistrz NYC                                 Jes, ale tak jakoś myślałem, że to będzie Pekin.

Burmistrz Przed                                 To nie Pekin.

A pańską twarz znam, pan jest burmistrzem Nowego Jorku.

Burmistrz NYC                                 Tak, a to moja asystentka, Miss Piękności.

Burmistrz Przed                                 Niech pani będzie łaskawa. Skoro tak chciał Los.

Chodźmy.

Przemówienie i Wyjaśnienie

Ponieważ Miasto odwiedził z przypadkową wizytą tunelową burmistrz Nowego Jorku, który nic nie wie o Mieście, bo wyszedł z tunelu tam, gdzie chciało Przeznaczenie, a nie tam, gdzie by jemu się chciało, zorganizowano dla niego Przemówienie, a dla Mieszkańców Wyjaśnienie.

Mieszkańcy Miasta też na szczęście nic nie wiedzą o Nowym Jorku, więc panuje równowaga we wzajemnej niewiedzy i nikt nie może powiedzieć, że narzuca komuś swoją kulturę i dorobek cywilizacyjny; nie ma też dzięki temu podziału na Kolonizatorów i Kolonizowanych.

Burmistrz Przed                                 Mieszkańcy! Ziemia jest kulą. W tej kuli z góry na dół i

z boku na bok, we wszystkich kierunkach, wędrują tunele. Nikt o niech nie wie, ale one są. Raz do roku Burmistrzowie wszystkich krajów sami nie wiedząc kiedy, jak i dlaczego dostają się do tych tuneli. Wędrują nimi i wychodzą na drugą stronę. Po co oni wychodzą? Żeby poznać Miasto, do którego trafią, i historię jego przemyśleć. Tak się stało, że do nas trafił Burmistrz Nowego Jorku i jego asystentka, Miss Piękności.

Burmistrz NYC i Miss Piękności uśmiechają się. Burmistrz NYC próbuje odgonić dokuczliwą myśl, że to jakieś nieporozumienie.

Mieszkaniec                                       W naszym Mieście mamy pomnik: ze srebra, złota i

drogich kamieni. Jesteśmy z niego bardzo dumni. Nikt nie ma w okolicy dalszej i bliższej takiego pomnika jak my.

Burmistrz Przed                                 Poza tym nic nas specjalnie nie wyróżnia. Czy okolica

jest jakaś szczególna? Nie bardzo. Powiedziałbym tak: łąki, drzewa, pory roku – cztery, jesienią drogi (żadna niespodzianka) błotniste. Nie ma dzikich zwierząt, zające i sarny, czasem bezdomne psy, nie warto o tym mówić, nic nadzwyczajnego, koty, wróble. Taka fauna i flora rozpowszechniona jak wszędzie. Nie ma w okolicy żadnej góry, ani jeziora, ani morza tym bardziej. Brak też wulkanu czy wodospadu, krateru, jaskini albo puszczy, o jaką walczy Sting albo Bono – żeby jej nie wycinać. Może mamy coś takiego, o co walczyłby Bono i Sting, ale nic takiego nie przychodzi mi do głowy.

Choć nic szczególnego nas nie wyróżnia, lubię to miejsce. Jest moje. Oko przywykło do tego krajobrazu.

Mieszkaniec                                       Najbardziej jednak niezwykły jest nasz niezwykły Pomnik. Mówiłem już, że jest ze złota, srebra i drogich kamieni? Co to za kamienie? Rubiny, szafiry, ametysty, szmaragdy, wszystkie skarby Sezamu.

Prócz naszego Pomnika nie mamy nic na miarę światową. Jak się ma tak niewiele, to każdy milimetr kwadratowy jest cenny.

Dziękuję.

Burmistrz Przed                                 A ja chciałbym jeszcze opowiedzieć o naszym

cmentarzu.

Liczni zgromadzeni Mieszkańcy, a w szczególności Dwunastu Zięciów Mieszkańca i Dwanaście Synowych Mieszkańca jest przeciw.

Burmistrz Przed                                 Albo – albo nie. Nie ma o czym mówić.

Miss                                                   Czyj to cmentarz?

Mieszkaniec                                       A takich, co tu byli i ich nie ma. Wzięli walizki i poszli.

Zostawili nam swoich zmarłych.

Chór 12 Synowych                            Kosteczki, czaszeczki

W ziemi schowane

Ziemią posypane

Bez krzyża

Bez tabliczki

Kosteczki, czaszeczki

Mieszkaniec                                       Tylko kłopot.

Miss                                                   A dokąd poszli?

Mieszkaniec                                       A różnie. Jednych Niemiec zabił, a reszta rozjechała się

po świecie. Żyją szczęśliwie w Ameryce najbardziej. Tak słyszeliśmy od naszych, co jeżdżą.

Burmistrz NYC                                 A to ja wiem, o kim jest mowa. Wy mówicie o Dżus!

Mieszkaniec                                       Może i Dżus. Niech tak będzie jak pan mówi. Może tak

się teraz nazywają. Jak zwał, tak zwał.

Burmistrz NYC                                 A moja assistent, Miss Piekności, to też jest Dżus!

Mieszkaniec                                       Jak zwał, tak zwał. Niech ona powie, jak żyje Dżus w

Ameryce. Opowie o sobie. Poznanie wzajemne ożywi.

Miss                                                   Nie wiem, od czego zacząć. Co dla was jest ciekawe.

Mieszkaniec                                       Co na kolację jecie. Mięso jecie?

Miss                                                   Jemy. W naszej rodzinie jemy. Mój ojciec i matka

bardzo się różnią, ale jedzą to samo i mają takie same niebieskie cyfry na przedramieniu. Widziałam je milion razy, ale nie pamiętam tych numerów. Czy to nie dziwne?

Mieszkaniec                                       Niech ona mówi, co jedzą. Bo nasi, co jeżdżą, mówią, że

nie jecie jak ludzie.

Miss                                                   Jemy jak ludzie, przy stole. Gdy byłam mała, ojciec kroił

mięso i kładł mi na talerzu. Kroił je grubo i czekał. Brałam do ust pierwszy kawałek. U nas w rodzinie taki był zwyczaj, trzeba było słuchać rodziców, jeść mięso. Brałam do ust pierwszy kawałek. Mijał czas, a ja wciąż jadłam pierwszy kawałek. Mój ojciec patrzył na matkę. Wtedy matka przestawała oddychać. Za to ojciec oddychał za dwoje. Matka się zapadała, a ojciec rósł, przebijał głową sufit. Nie wiem, jak mieścił się w pokoju.

Potem mówił do mnie, do swojej córki, a brzmiało to tak:

„Ty świnio! Nie gap się na mnie! Jedz! Powinnaś być wdzięczna za mięso!”

A ja dalej nic nie jadłam, więc on krzyczał:

„Świnia! W obozie –”

I chwytał stół, i podrzucał go wysoko w powietrze jak piłkę. „Masz jeść, żeby żyć”, mówił. „Masz żyć.” Potem szedł do drugiego pokoju i zaczynał sprawdzać nasze domowe rachunki.

Matka, która była już duchem, mijała mnie i znikała w łazience. Chcę nadmienić, że mieliśmy łazienkę.

Cór 12 Synowych                              Tu czaszeczki

I kosteczki

Porzucone

A tam mięso

Na talerzu

Nie zjedzone

Ciepła woda

Prosto z kranu

Ameryka

A ta panna

Coś kapryśna

I ma bzika

Miss                                                   W łazience było cicho. Siedziałam pod drzwiami i

słuchałam tego, czego nie słychać. Mówiłam „mamo, mamo odezwij się”. Bardzo się bałam. Mówiłam „mamo, mamo odezwij się”. Ona w końcu mówiła: „Jestem w łazience”. Wtedy wiedziałam, że żyje.

Taki był zwyczaj u nas po kolacji. Mama w łazience. Tata przy rachunkach. Ja pod drzwiami. Tak się jadło mięso u nas, u Dżusów z niebieskimi numerami na rękach, w Nowym Jorku, w Ameryce.

Burmistrz NYC                                 Twoi rodzice nie czytali doktora Spocka. Tam jest

napisane, jak żywić dzieci w Ameryce.

Miss                                                   Mój ojciec czytał rachunki. Potem kładł się na łóżku i

odwracał do wszystkich plecami.

Mieszkaniec                                       Kiedy wy, Dżusi, mieszkaliście tutaj i byliście żywi, a

nie tylko tacy jak teraz, na cmentarzu, to dodawaliście krew do pieczywa. Czy dalej tak robicie?

Miss                                                   Nie wiem, czy wszyscy, ale moja mama umie dodawać

krew do wszystkiego.

Kiedy mówi o dawnych czasach, zapala papierosa i dodaje krew do rozmowy. Gdy mówi, słowa wylewają się z niej na czerwono. Wszystko się robi brudne. Dlatego tata zabronił mamie rozmawiać o dawnych czasach.

Mieszkaniec                                       Myśleliśmy, panno Miss, że opowiesz nam o czymś

wesołym, o nieznanych obyczajach, o piosenkach i tańcach, zamachasz rękami tak, jak lubimy. A ty wracasz tu z historiami, których nie chcemy słuchać. Nie dla nas te historie. Na całe szczęście jest tu z nami Niemiec, Niemiec Na  Pokucie, więc słuchał cię ten, co powinien.

Pokaż się, Synu Mordercy.

Powiedz tej pannie, po co tu jesteś i czego szukasz na naszej ziemi?

Niemiec Na Pokucie                          Jestem tu, żeby pokazać temu Miastu, jak bardzo poczuwam się do winy za grzechy ojca. To wszystko, co mogę w tej sprawie zrobić.

Chór 12 Zięciów                                Zamieszkał tu

Niemiec Na Pokucie

Pod pretekstem hodowli kalafiorów

W naszym czystym regionie

Gdzie on się tam zna na kalafiorach

One małe u niego rosną

Jak piąsteczki

Jak dzieci główeczki

Puszcze im muzykę

Tym kalafiorom

Ale jak chce, to może

Nikomu nie zabraniamy

Tolerancja jest tolerancja

Tylko śmiech bierze

Jak on tym kalafiorom gra

Mieszkaniec                                       Co wy o tych kalafiorach? Dobrze robi nasz Niemiec.

Czas był najwyższy, żeby do nas przybył. Niech pokutuje. Światu nie wolno zapomnieć, jak zabija Niemiec.

Chór 12 Synowych                            Jak zabija Niemiec

Zaśpiewajmy, baby

Oj da dana dana

Jak zabija Niemiec

(piosenka)

Niemiec rozstrzela

Niemiec zamęczy

Paznokcie zedrze

Zatłucze szczerze

Oj da dana

Wodę wężem do żołądka wleje

Kobiety w ciąży nie pożałuje

Za jednego swego

Tysiąc naszych powiesi

Oj da dana

Krowy zabierze na kontyngent

Za szmugiel rozwali

Ręce nogi połamie

Prądem porazi

Oj da dana

Tygrysem przejedzie

Bombą wysadzi

Spali całą wieś

Spali całe miasto

Oj da dana

Cały kraj nam spali

Z Ruskim się zjednoczy

Nad głowami naszymi

Zawsze śmierć przyniesie

Oj da dana

Niemiec

Taki ci to Niemiec

Urodzony morderca

Niemiec Na Pokucie                          Przepraszam was.

Burmistrz Przed                                 Wystarczy. Czas złożyć kwiaty pod Pomnikiem.

Miss                                                   Ja zostanę. Muszę coś powiedzieć temu panu.

Miłość

Niemiec Na Pokucie                          Nie jesteś w moim typie

Zbyt niebieskie oczy

Ta chustka

Ale gdy cię posłuchałem

Zrozumiałem: jesteś dla mnie

Jak druga połowa jabłka

Jak wiśnia na uchu

Miss                                                   Nigdy nie spotkałam kogoś takiego, jak ty

Nie wiem, jak mogłeś ich słuchać

Ta piosenka

Ci ludzie

Dzikusi

Jak się czułeś?

Jak mogłeś to wytrzymać?

Jesteś chyba święty

Skoro odprawiasz tu pokutę

Niemiec Na Pokucie                          Przyjechałem tutaj trawiony gorączką.

Miss                                                   Patrzyli na ciebie

Jak na przybysza z zaświatów

Wydawało się, że za chwilę

Dotkną cię, by sprawdzić,

Czy naprawdę masz taką białą skórę

Naprawdę takie zielone oczy,

Czy też są one z kamienia.

Że pociągną cię za włosy

Albo nakłują cię nożem

Żeby sprawdzi, czy krwawisz

Nie wiem, jak mogłeś słuchać

Tego, co wyśpiewywali

Jak sobie dajesz radę,

Jak między nimi żyjesz?

Niemiec Na Pokucie                          Przepraszam.

Nawet nie wiem dokładnie

Co teraz mówisz

Wciąż cały drżę

Tym samym drżeniem

Które zaczęło się,

Gdy opowiadałaś im o sobie

Przyjechałem tutaj trawiony gorączką.

Napisałem wiersz, właściwie piszę go co noc tak samo:

„Tatuś nie żyje

Lubię patrzeć na jego zdjęcie

I onanizować się”.

Miss                                                   Wystarczy.

Niemiec Na Pokucie                          Właśnie o to mi chodzi, właśnie dlatego cały drżę,

Bo ja wiem, że ty wiesz, że rozumiesz, że wystarczy

Słuchałem cię uważnie,

Twój ojciec był potworem

Twoja matka dodawała krew do wszystkiego

Jakim cudem przeżyłaś pod drzwiami łazienki

Nie wiem, takim samym chyba jak ja

Wbrew wszystkiemu

Wbrew nienawistnej miłości

Naszych rodziców

Wbrew ich zbrodni

Nie mogę żyć

Ta nienawiść mnie przygniata

Pomóż mi

Pokochaj mnie

Miss                                                   Kocham cię

Niemiec Na Pokucie                          Jak to?

Miss                                                   Kocham cię.

Niemiec Na Pokucie                          Już? Tak szybko?

Miss                                                   Tak.

Niemiec Na Pokucie                          Jak to mnie kochasz?

Miss                                                   Tak jak byś chciał.

Niemiec Na Pokucie                          Chciałbym, żebyś zawsze była ze mną.

Miss                                                   Będę zawsze.

Niemiec Na Pokucie                          I nigdy mnie nie opuścisz?

Miss                                                   Nigdy.

Niemiec Na Pokucie                          Skąd wiesz?

Miss                                                   Wiem.

Niemiec Na Pokucie                          Tyle pewności. Dopiero mnie poznałaś.

Miss                                                   To ty mnie dopiero poznałeś.

Niemiec Na Pokucie                          Jestem oszołomiony. Nie wiem, czy mam ci wierzyć.

Miss                                                   A w co innego wolałbyś wierzyć?

Niemiec Na Pokucie                          Nie wiem.

Miłość: po czyich śladach chodzi jednorożec?

Burmistrz Przed                                 Mam takie poczucie, jakbym panią znał.

Oczywiście, to niemądre. Co pani o tym sądzi?

Czy ktoś już pani mówił, że wiedział panią we śnie?

Miss                                                   Często.

Burmistrz Przed                                 Jesteśmy. To tu.

Miss                                                   Tu?

Burmistrz Przed                                 Tu jest cmentarz.

Miss                                                   Tutaj?

Burmistrz Przed                                 Tak. Cmentarz.

Miss                                                   Gdzie?

Burmistrz Przed                                 Wszędzie.

Miss                                                   Nie widzę.

Burmistrz Przed                                 Oprowadzę panią. Nie jest pani zła?

Miss                                                   Za co?

Burmistrz Przed                                 Na nas.

Miss                                                   Za co?

Burmistrz Przed                                 Za ten cmentarz. Nikt o niego nie dba. Nikt tu nie chodzi.

Miss                                                   A pan?

Burmistrz Przed                                 Ja tak.

Miss                                                   Dlaczego?

Burmistrz Przed                                 Nie wiem. Lubię tu chodzić. Coś mnie przyciąga. Lubię

ten cmentarz.

Miss                                                   Przecież tu nic nie ma?

Burmistrz Przed                                 Jest. Wszystko pani pokażę. To dziwny cmentarz. Gdy

się po nim chodzi, to tego, co było przed chwilą, już nie ma. Każdy krok sprawia, że znika napis. Litery osypują się z płyt. Próbowałem je zbierać, ale rozsypują się w ręku. Oprócz jednej. Mam ją w domu. Jedną literę cmentarną. Może tak nie wolno? Tego nie wiem.

Miss                                                   Ja też nie wszystko wiem.

Burmistrz Przed                                 Może nie wolno mieć w domu litery cmentarnej?

Gdy pierwszy raz zobaczyłem ten cmentarz pomyślałem, tak jak pani, że tu nic nie ma. Ale potem, powoli, wszystko się przede mną otwierało: pomiędzy drzewami, gwiazdami, liśćmi, kamieniami, księżycem nagle wyrastało Miasto. Czułem się jak w zaczarowanym lesie. Odkrywałem. Okazywało się, że kamień ma ręce. Tak umieszczone ręce. Kamień nagrobny z rękami. Wie pani, co to znaczy?

Miss                                                   Dłonie, które błogosławią.

Burmistrz Przed                                 Nareszcie! Byłem pewien, że w tym jest tajemnica! A co

znaczył dzban, lejąca się woda?

Miss                                                   Był taki ród. To ich znak.

Burmistrz Przed                                 Magia! A lew? Chciałbym na swoim kamieniu, żeby był

lew, kiedy umrę. Co znaczy lew?

Miss                                                   Juda, takie imię.

Burmistrz Przed                                 Hm. To nie mogę. Nie nazywam się Juda.

Widzi pani? To było tu! Niech pani pogłaszcze ziemię, pogłaszcze w tym miejscu, jest jeszcze ślad, powietrze inaczej się układa, czuje pani to? Zachowało kształt. Nie jest pani zła?

Miss                                                   Dlaczego?

Burmistrz Przed                                 Trudno jest dbać o nie swoich zmarłych.

Miss                                                   Ja to rozumiem.

Burmistrz Przed                                 Proszę mi powiedzieć: coś pani słyszy?

Miss                                                   Tu jest bardzo cicho.

Burmistrz Przed                                 Nie wydaje się pani, żeby dobiegał skądś krzyk?

Miss                                                   Nie. Cisza.

Burmistrz Przed                                 Czasami chodzi za mną jednorożec. No wiem, nie ma jednorożców, żartowałem.

Ale na tym cmentarzu jest bardzo magicznie, więc czy uwierzy mi pani, chodzi za mną jednorożec, po moich śladach kroczy, stawia uważnie kopyta, tam gdzie ja stawiałem stopy, bardzo się stara, to bardzo grzeczny jednorożec.

Jak mu się pani spodoba, to też się pokaże. Proszę się odwrócić teraz pomalutku, to może go pani zobaczy.

(Miss się odwraca, nic nie widzi)

Miss                                                   Nie ma.

Burmistrz Przed                                 No bo się za szybko się pani odwracała. Nie jest pani

zła?

Miss                                                   Dlaczego miałabym być zła?

Burmistrz Przed                                 Wciąż o tym myślę: może trzeba mieć własną łazienkę?

Nie wiem, co trzeba mieć, żeby dbać o nie swoich umarłych.

Miss                                                   Proszę się nie tłumaczyć, to nie pana wina. Idzie za mną

jednorożec?

Burmistrz Przed                                 Tak.

Miss                                                   I co, mogę się odwrócić?

Burmistrz Przed                                 Zaraz... Pokazuje mi głową, żeby się pani zatrzymała.

Proszę zamknąć oczy. Nie ruszać się.

(całuje Miss)

Burmistrz Przed                                 Pocałował panią jednorożec. Co pani na to?

Miss                                                    Jak opowiem o tym w Nowym Jorku, to mi nikt nie uwierzy.

Burmistrz Przed                                 Proszę nie opowiadać. Niech to zostanie między nami.

Miss                                                   Coś słyszę.

Burzowojna

Słychać huk, wiosenną kanonadę. Pomiędzy przewalającymi się po polach grzmotami słychać następujące motywy muzyczne:

1. Pieśń przeszywająca dreszczem: „Wstawaj strana ogromnaja”

2. „My ze spalonych wsi” - też przeszywa dreszczem

3. choć nie jestem taka pewna, słynne tararara tarara rararra ze „Stawki...”

4. oczywiście walkirie z Czasu Apokalipsy Coppoli

To wszystko brzmi niewinnie – (to, co powyżej w punktach 1-4),

ale połączone z hukiem, grzmotem i rozbłyskami powoduje, że wszyscy Mieszkańcy wpadają w panikę.

Mieszkańcy: Synowe i Zięciowie      Co się dzieje? Co to? Kto to? Panie Dzieju? Jezus Maria!

Matko Boska! Wojna! Nowa wojna! Znowu wojna! Wojna z nami! Czy to wojna? Co to, kto to? Co się dzieje? Boże, Boże!

Będą bombardować

Będą bomby odpalać w nas,

Co się dzieje co się dzieje?

Strzelają!

Co robić?

Cukier kupować,

Kaszę, ryż

Zapałki

Świnie bić, smalec topić

Wódkę, wódki

Kiełbasę suszyć

Papierosy, ile się da

Benzynę

Co jeszcze?

Co jeszcze?

Słonina, mąka

Dolary

Co się dzieje?

Co będzie?

(Niemiec Na Pokucie obserwuje panikę)

Niemiec Na Pokucie                          Nie mogę na to patrzeć.

Kręcą się w kółko.

Rzucają pracę. Przestają pisać mejle. Zamykają pałerpointa i biegną kupować cukier.

Robią zapasy na wojnę. Co mam zrobić?

Czy coś jest w stanie ich uspokoić? Przemówić im do rozsądku? Czy do nich nie trafiają słowa, że świat się zmienił?

(próbuje do miotających się Mieszkańców trafić słowami)

(pierwsze trafienie)

Świat się zmienił!

(drugie trafienie)

Jesteście w zjednoczonej Europie!

(trzecie trafienie)

Otaczają was sami przyjaciele!

(czwarte trafienie)

Nasza kanclerz całkiem was lubi!

Nie wiem.

Mogę ich łapać za ręce i mówić: uspokójcie się!

To było dawno.

Wojna była, ale się skończyła, przepraszam.

Uspokójcie się.

Błagam was.

Uspokójcie się.

Posłuchajcie, co mówię.

Zatrzymajcie się. Rozejrzyjcie.

Nie zabraknie zapałek! Ani cukru! To tylko burza! Burza!

Miss                                                   Nie miałam racji, źle ich osądzałam. Mają niebieskie

numery w głowach i muszą mieć mięso, zapałki, kiełbasę, smalec, dolary, chleb. Jak mi smutno, jak bardzo chce mi się płakać.

(wbiega pomiędzy Mieszkańców)

Proszę was! Przestańcie! Mięsa wystarczy dla wszystkich.

Oddam wam swoją porcję! Oddam swoje mięso.

To tylko burza. Burza!

Burmistrz NYC                                 Wszedłem do tunelu odsuwając pomnik Georga

Washingtona. Stoi na parterze w mojej siedzibie, dar od dzieci, cały z brązu. Naciągnąłem sobie bark, to ciężki pomnik, ale warto było.

Wrócę stąd i powiem swoim Mieszkańcom: I love New York! Żyjemy w szczęśliwym mieście!

Burmistrz Przed                                 Zaraz się uspokoją.

Zobaczą, że to burza.

W naszym kraju tak właśnie się zdarza.

Grzmi, huczy.

Burmistrz NYC                                 Czemu wciąż myślą, że to wojna?

Burmistrz Przed                                 Bo taki jest nasz kraj

W pana kraju

Jak leci samolot nad miastem

To jest to po prostu samolot

A u nas jak słychać huk

To ludzie myślą, że wojna

Że może sztukasy

Albo katiusze walą

Co kraj, to obyczaj

Pan niech nie myśli

Że to dzicy ludzie

Ludzie, jak wszędzie.

Miss                                                   Tak bardzo chce mi się płakać.

(do Niemca)

Wyjedźmy stąd.

Niemiec Na Pokucie                          (rozkłada ręce, że nie) Przepraszam

Cisza

Miss                                                   A teraz ta cisza jest jakaś dziwna – nie sądzi pan?

Burmistrz Przed                                 To Prawda zbliża się do Miasta. Stąd ta cisza.

Miss                                                   Czuję się nieswojo.

Burmistrz Przed                                 W dalekim świecie otwarto grubą zalakowaną kopertę. Teraz Prawda zbliża się do Miasta.

Przed prawdą nie da się uciec.

Ona tu dojdzie.

(ogłasza)

Jako Burmistrz tego miasta

Muszę ogłosić, że wiem, co oznacza taka nagła cisza i jaka prawda się za nią ukrywa.

Mieszkańcy, drodzy goście...

(słychać straszny KRZYK nie do wytrzymania)

(nikt go nie słyszy, tylko Burmistrz i Wy)

Co to było?

Słyszeliście ten krzyk?

To prawda przyszła do naszego Miasta.

Mieszkaniec                                       Myśmy nic nie słyszeli.

Ogłoszenie Prawdy

Mieszkaniec                                       Prawdę wypuścili, lak przełamali, i co teraz?

Burmistrz Przed                                Doszła do nas.

Mieszkaniec                                       Co to nas obchodzi?

Burmistrz Przed                                 Prawda o tych, co leżą na naszym cmentarzu.

Mieszkaniec                                       Nie ma tu żadnego cmentarza.

Burmistrz Przed                                 Na cmentarzu, którego nie widać.

Mieszkaniec                                       Czego nie widać, tego nie ma.

Burmistrz  Przed                                Myśmy zabili tych, co tam leżą. Oto Prawda.

Burmistrz NYC                                 Dżus?

Burmistrz Przed                                 Tych, co tam leżą.

Mieszkaniec                                       Jak zwał, tak zwał. Tych Niemiec zabił.

Burmistrz Przed                                 Mówiłem, że Prawda do nas dojdzie.

Tych, co sobie poszli,

Co leżą Tam

Na cmentarzu, którego nie ma

To nasi ojcowie zabili

Nie NIEMIEC

Nie NIEMIEC

I can’t get no satisfaction

Niemcowi Na Pokucie w jednej sekundzie przemykają przez głowę kolejne warianty sprzecznych myśli i emocji.

Czas: 1 sekunda

Sprzeczna Myśl i Emocja 1:

Co ja czuję? Czy czuję się lepiej? Bo teraz o waszych ojcach mogę powiedzieć „bydlaki” i „kanalie”? Czy ja się czuję lepiej dzięki temu?

(robi to)

Wasi ojcowie to bydlaki! Kanalie!

Sprzeczna Myśl i Emocja 2:

Podbiegnę do każdego z was i powiem: „nareszcie ty też jesteś Synem Mordercy, i ty, i ty, i ty”, a do najstarszego Mieszkańca powiem „a ty jesteś ich ojcem!”

(robi to)

Jesteś synem mordercy, i ty, i ty, i ty! A ty jesteś ich

ojcem!

Sprzeczna Myśl i Emocja 3:

Mogę zaśpiewać Piosenkę, której tytuł brzmi: „La, la, la,  tralala, to wreszcie nie ja!”

(robi to)

La, la, la

To nie ja

To wreszcie nie ja

Zabijałem

W tył głowy strzelałem

Na bagnet nabijałem

Kopałem

Paliłem

Żywcem niszczyłem

La, la, la

To wreszcie nie ja

Nie ja, nie ja

Zły Niemiec

Urodzony Morderca

Tylko to

Jakaś inna nacja

Ludzie poczciwi

Może nie tak kulturalni

Mieszkańcy tego Miasta

Całkiem nawet

Sympatyczni

La, la, la

To oni

Kopali

Zabijali

Gwałcili

Męczyli

Zarzynali

Bez litości

Do ognia wrzucali

W jeziorku topili

Itakdalej

Itakdalej

Ta piosenka

Nieskończona

Do śpiewania

Przeznaczona

Sprzeczna Myśl i Emocja 4:

Mogę odejść z tego Miasta, co to dla mnie znaczy? Jest mi smutno? Tak po prostu mam odejść? Skończyła się moja pokuta? Tak po prostu mam zacząć żyć? Nie jestem na to przygotowany. Myślałem, że będę pokutował do końca życia. Czy teraz, jak każdy normalny człowiek, mam wrócić do rzeczywistości i nie biegać z kółkiem na szyi? Nie jestem do tego gotowy.

Sprzeczna Myśl i Emocja 5:

Chciałbym natychmiast odejść z tego przeklętego Miasta i zabrać ze sobą Miss.

(do Miss)

Chodź ze mną Miss, zamieszkajmy w Europie albo w Nowym Jorku, ponieważ wyznałem ci miłość i ty też mi ją wyznałaś. Może to było za szybko, ale – być może – coś teraz dzieje się w moim życiu szybkiego, bardzo szybkiego.

To straszne, absurdalne, ale kto będzie puszczał muzykę moim kalafiorom? Jak mają żyć bez Mozarta? Jest lato, czas zbiorów bliski, zostaną obcięte głowy kalafiorów bez Requiem.

Miasto Żywych i Umarłych

Mieszkańcy: Synowe i Zięciowie      O Jezus Maria?

Co to jest ?

Umarli z grobów wyszli!

Czego chcą?

Mieszkaniec                                       Co to za Prawda, co umarłych z grobu podniosła i do

Miasta nam sprowadziła? Wygoń ich, Burmistrzu!

Mieszkańcy: Synowe i Zięciowie      Wygoń ich!

Mieszkaniec                                       Musisz nas teraz obronić przed Prawdą!

Burmistrz NYC                                 Teraz i ja się boję. Co to za ludzie, cali w popiele?

Mieszkańcy: Synowe i Zięciowie      Umarli chodzą

Między żywymi

W głowach im się pomieszało

Mieli leżeć

Na nich kąkol i bławatek

Bez pożytku rósł

Krowa tego nie je

Mądre bydlę

A teraz chodzą

Burmistrz NYC                                 W moim Mieście domy drapią niebo tak mocno, że jest

całkiem dziurawe! W prześwitach widać Boga, który błogosławi Amerykę. Słynie z cudów moje Miasto, ale nie chodzą tam umarli z żywymi jak tu.

Mieszkańcy: Synowe i Zięciowie      Słyszysz to, Burmistrzu!? Wygoń ich! Zaprowadź ich

pod ziemię, zagraj na piszczałce, niech pójdą za tobą jak szczury na śmierć.

Burmistrz Przed                                 Mieszkańcy moi, Synowie, Zięciowie! To nie są szczury!

To Dzus!

Mieszkańcy: Synowie i Zięciowie     Utop ich w rzece, jak w bajce.

Mieszkaniec                                       Żeby się dobrze skończyło.

Burmistrz NYC                                 Jak mam się przydać temu Burmistrzowi? Co poradzić?

Mieszkaniec                                       Nie ma takiej rady – oprócz jednej: wygonić umarłych, niech Bóg błogosławi nasze Miasto jak twoje!

Burmistrz NYC                                  Ten widok będzie mnie prześladował, umarli między żywymi.

(do Burmistrza Przed)

Nie wiem, co ci powiedzieć, Burmistrzu. Chciałbym zapomnieć, na co teraz patrzę.

Burmistrz Przed                                 Nie wygonię ich! Nie wygonię Mieszkańców mojego

Miasta z mojego Miasta.

Nie wiem, co robić. Jak z nimi rozmawiać.

Nie wiem, po co tu są. Ich dzieci wyjechały. Nie mają swoich dzieci. My jesteśmy teraz ich dziećmi. Prawda?

Mieszkańcy: Synowie i Zięciowie     Nie jesteśmy dziećmi tych trupów. Wygoń ich,

Burmistrzu!

Burmistrz Przed                                 Myślę, że każdy z was, Mieszkańcy mojego Miasta, ma

w sobie dużo miłości. Ja wiem, że to śmiesznie brzmi, ale wierzę, że ma w sobie tyle miłości, że może jej tym trupom nie żałować. Każdy jest boskim dzieckiem.

Mieszkańcy: Synowe i Zięciowie      Kochaj nas, Burmistrzu! Wygoń ich!

Burmistrz Przed                                 Bóg przecież nie żałuje niczego. Zostałem tu

Burmistrzem, bo kocham was wszystkich. Myślę, że tyle możemy zrobić. Dać im trochę miłości. Musi im być bardzo źle, tym umarłym, skoro wyszli dzisiaj i są między nami. Przecież nie jest to Sądny Dzień, nic na to nie wskazuje. Nie słychać trąb, nie pali się świat, nie urywa się niebo, nie wysychają morza. Zresztą, skąd mamy wiedzieć, nie mamy tu morza, nawet jeziora.

Niemiec Na  Pokucie                         Dość! Posłuchaj sam siebie, burmistrzu!

Chodzisz tu między żywymi i umarłymi w trudnej sytuacji. Bądź realistą. Nie opowiadaj im o miłości. Nie ma miłości. Ośmieszasz się. Wyglądasz, jakbyś zupełnie oszalał. Jakbyś był wariatką w błękitnej chuście, która zaczepia ludzi na ulicach, tańczy hare kriszna i woła, że miłość ich uzdrowi. Nie ma czegoś takiego. Po prostu – nie ma miłości!

Chodźmy, Miss.

Miss                                                   Ja jestem.

Niemiec Na Pokucie                          Tylko ty jesteś. Chodźmy, Miss.

Miss                                                   Tylko ja jestem. I kocham cię, Synu Mordercy.

Niemiec Na Pokucie                          Chodźmy stąd. Chcę ułożyć sobie życie. Spieszę się

Miss                                                   Jak? Chcesz? Mnie? Kochać? Skoro? Mówisz? Że? Nie?

Ma? Miłości?

Miss śpiewa piosenkę

Jak chcesz mnie kochać?

Skoro mówisz

Nie ma

Nie ma

Nie ma

Nie ma miłości?!

Co to jest za świat, w którym o miłości może mówić

tylko wariatka w błękitnej chuście?

Tylko ja, ja, ja, ja, ja!?

A temu Burmistrzowi nie wolno?

Co to jest za świat?

Niemiec Na Pokucie                          Nie znam innego świata, Miss

Nie znam innego od lat

Gdy o tym myślę

Czuję rozpacz

Którą od razu ośmieszam przed samym sobą

Czy wybaczysz mi, Miss?

Czy nie jest za późno?

Miss                                                   (krzyczy, niebieska chusta jej powiewa)

Hare kriszna, hare kriszna

Kriszna kriszna hare hare

Jak mogłeś coś takiego powiedzieć?

Hare rama hare rama

Idź stąd, proszę Hare hare

Jak to się stało, że Niemiec Na Pokucie nie dostąpił „drugiej szansy”? Przecież przeprosił, tak? Przecież nie może być za późno?

Deszcz ulotek

Mieszkaniec                                       Mówił pan, że ma pan specjalne instrukcje na wypadek konferencji w świecie?

Burmistrz Przed                                 Jak pogodzić zmarłych z żywymi? Nie dali mi takich                                                         instrukcji.

(nagle z nieba zaczynają spadać ulotki)

Mieszkańcy (podnoszą je, czytają:

„Obywatele miasta

Nie dajcie się zastraszyć

Jesteśmy z wami

Robią z was morderców

Namawiają do pokuty

Tylko dlatego, że

Po ulicach waszego miasta

Chodzą obcy umarli

Straszą

Sieją strach”

(czytają)

Nie dają wam żyć spokojnie

Ktoś wypuścił ich z grobów

Niektórzy biegają

Z zębami na wierzchu

Jak psy spuszczone z łańcucha

I wyją

Nie dają wam spać spokojnie

(czytają)

Obywatele!

Burmistrz waszego Miasta

Namawia was

Do kontaktu z tymi zmarłymi

Twierdząc, że to nasi.

(czytają)

Nie dajcie się ogłupić!

(czytają)

Nie trzeba rozmawiać z tymi zmarłymi

Nie trzeba ich wpuszczać do domów

Dawać jeść i pić

Pozwalać im spać

W szafach

Piwnicach

Schowkach, chlewach

(czytają)

Nie trzeba

A nawet nie wolno!

(czytają)

Nie wolno przepraszać tych zmarłych

Ani się za nich modlić

Oni nie są nasi,

To są obce szkielety

Inaczej grzechoczą

(czytają)

To są obce kościotrupy

Ich kości są zupełnie inne od naszych kości

Ich czaszki są zupełnie inne od naszych czaszek

Stwierdził to kiedyś ważny profesor

Który te czaszki mierzył i ważył

To jest naukowo dowiedzione

Zapisane w książkach naukowych

(czytają)

Trzeba im wyznaczyć specjalne miejsca

Gdzie im wolno będzie przebywać

Skoro nie chcą wrócić do grobów

(czytają)

Specjalny obszar

Specjalne miejsca w autobusach

Specjalne ławki do siedzenia

(czytają)

Ale najlepiej

Namówić ich do wyjazdu

(czytają)

Raz jeszcze

Powiedzieć dobitnie

Że ziemia, na której urodzili się

I zmarli

Ich nie chce!”

Burmistrz NYC wraca do tunelu i Nowego Jorku

Burmistrz NYC                                 Proszę cię, wracaj ze mną, zastanów się jeszcze raz,

Miss. Przeraża mnie to miejsce. Będziesz śpiewać i tańczyć w naszym wolnym kraju, który nie zrobił nikomu nic złego. Żyjemy w szczęśliwym mieście. Wracaj.

Miss                                                   Nie zostawię go.

Burmistrz NYC                                 Zaprosimy tego burmistrza do Nowego Jorku. Za darmo

zwiedzi moją siedzibę z chudą przewodniczką. Potem będziemy razem krzyczeć: kocham Nowy Jork!

Miss                                                   Zostanę tu.

Burmistrz NYC                                 Wracaj. Sprawdzimy rejtingi mojej popularności. Może

wzrosły? Zobaczymy co grają nowego na Broadway’u, może spotkamy Woody’ego Allena. Odetchniemy zupełnie innym powietrzem.

Miss                                                   Patrz, masz na włosach papierek. Tyle tych ulotek

spadło.

Burmisrz NYC                                   Wracaj. Wracaj do domu, Miss.

Miss                                                   Dobrze, że z tobą tu przyszłam. Zakochałam się.

Burmistrz NYC                                 Skąd wiesz?

Miss                                                   Już się pocałowaliśmy. To jest miłość.

Burmistrz NYC                                 Proszę.

Miss                                                   Musze się spieszyć. Pobiegnę do niego. Jest sam.

Mieszkańcy idą z Pomnikiem, niosą go na Cmentarz, którego nie ma

Mieszkańcy idą i dźwigają na plecach Pomnik ze złota, srebra i drogich kamieni.

Chcą go postawić na Cmentarzu, którego nie ma, aby umarli nie mieli już dokąd wracać i pojechali sobie na wyspę Jakundu. Na końcu pochodu ktoś niesie na widłach głowę jednorożca.

Mieszkaniec                                       Na Cmentarzu, którego nie ma, postawimy nasz Pomnik.

To jest nasza odpowiedź. Wszystkie niepowołane osoby, które krążą po naszych ulicach, wzywa się do opuszczenia Miasta. Nie ma tu dla nich miejsca.

Idziemy równym krokiem, moi Zięciowie i Moi Synowie, Moje Córki, Moje Synowe. Idziemy. Niesiemy nasz Pomnik. Wszyscy razem. Ruszamy.

Mieszkańcy: Synowie i Zięciowie     (razem) Od rana promienie słoneczne igrają na

ametystowej głowie naszego Pomnika. Ześlizgują się z jego szafirowych rzęs, by rzucić światło

w głąb szmaragdowych oczu. Spojrzenie, którym obdarza nas Pomnik jest głębokie i

przejrzyste.

Mieszkaniec                                       Posądzanie nas, a nie Niemca, to kłamstwo i

oszczerstwo!

Mieszkańcy: Synowie i Zięciowie     Szmaragdowe oczy są głębokie i przejrzyste.

Mieszkaniec                                       Niesiemy ten Pomnik, aby dojść do Prawdy! To nie jest

łatwa Prawda. To jest trudna Prawda. Posądzanie nas, a nie Niemca, to kłamstwo i oszczerstwo.

Mieszkańcy: Synowie i Zięciowie     Postać obleczona jest w mundur z chryzoprazu z

bursztynowym paskiem.

Mieszkaniec                                       To są tematy zastępcze!

Mieszkańcy: Synowie i Zięciowie     Rubiny guzików skrzą się w słońcu jak krew.

Mieszkaniec                                       Wzywamy obywateli do obrony! Do obrony przed taką

Prawdą!

Mieszkańcy: Synowie i Zięciowie     Srebrna szabla w dłoni lśni w dzień i w nocy, rękojeść jej

wysadzana diamentami.

Mieszkaniec                                       Nie jest już naszym Burmistrzem! Wydawał się wesoły.

Wesoły i sympatyczny. Brat-łata, do rany przyłóż, chłop z kośćmi. Nie jest już naszym Burmistrzem!

Mieszkańcy: Synowie i Zięciowie     Cała Świetlana Postać mieni się złotem, platyną, perłami.

Jest to najczystszy budulec Pomnika, niezniszczalny jak nasza duma.

Burmistrz Przed                                 (staje sam przeciwko wszystkim) Proszę, nie, nie róbcie

tego! Zostawcie Cmentarz! Zostawcie cmentarz w spokoju!

Mieszkaniec                                       Nie stawaj nam na drodze. Zejdź!

Burmistrz                                           Krzyżem się położę!

Mieszkaniec                                       To się kładź. Możesz się pod nim złożyć, pod naszym

Pomnikiem. Możesz się złożyć w ofierze.

Mieszkańcy: Synowie i Zięciowie     Zapytajmy głośno: kto rozjaśnia nasz kolejny dzień?

Mieszkaniec                                       Możesz się złożyć ku pamięci. Niech ci diabeł łeb

ukręci! Ku przestrodze! Sam się możesz złożyć. Miasto cię nie aprobuje.

Mieszkańcy: Synowie i Zięciowie     Pomnik, skarb i chluba Miasta, rozjaśnia nasz kolejny

dzień.

Burmistrz Przed                                 Ja wiem, że Prawda jest ciężka do dźwigania. Pamięć

jest ciężka, wymaga dźwigania. Posłuchajcie, to trudne, ale widzę w niektórych z was powolną przemianę! Potrzebny jest czas. Posłuchajcie mnie, mieszkańcy mojego Miasta. Znaleźliście się pod obstrzałem. Nie popełniliście tej zbrodni. Trudno jest przyjąć taki ciężar. Trudno jest dźwigać taki ciężar. Czas – dajcie sobie czas! Nie róbcie tego! Mieszkańcy, to ja, wasz Burmistrz! Nie róbcie tego! To przecież ja! To ja!

(stawiają na nim Pomnik)

Burmistrz Po                                      To ja! To ja!

Idźcie do domu, Widzowie, i nie oglądajcie się za siebie. Już nic nie ma. Nie ma na co patrzeć. Nie ma cmentarza. Jest Pomnik. Nie ma Burmistrza. Jest Pomnik.

Piosenka starotestamentowa:

I Bóg spuścił

Na to Miasto

Deszczyk siarki

Ognia z nieba

Zniszczył Miasto

Niedobry Bóg

Deszczem siarki

Ognia z nieba

Wszystko spalił

Wróble, sarny

I Mieszkańców

Tego Miasta

I dym wznosił

Się z tej ziemi

Jak dym z pieca

Bóg to zrobił

Nie oglądajcie się, Widzowie, bo skamieniejecie jak Miss.

KONIEC