R@PORT PROLOG Drukuj

czyli

III FINAŁ GDYŃSKIEJ NAGRODY DRAMATURGICZNEJ

19-21 listopada 2010

Czytania i pokazy warsztatowe najlepszych sztuk zgłoszonych do konkursu!

Najnowsza polska dramaturgia w poszukiwaniu doskonałej formy i... widza.

Improwizacje, dyskusje, debaty i spory z udziałem autorów oraz twórców.

GDYŃSKA NAGRODA DRAMATURGICZNA została ustanowiona w 2007 roku przez Prezydenta Miasta Gdyni, Wojciecha Szczurka. Jej laureat jest wyłaniany w trybie trzyetapowego konkursu, otrzymuje statuetkę i 50 tysięcy złotych. Do konkursu mogą być zgłaszane wyłącznie sztuki napisane po polsku przez żyjącego autora, które nie były wcześniej wystawiane na scenie, ani nagradzane w innych konkursach.

Laureatami minionych edycji GND są:

Magda Fertacz "Trash Story" (2008 rok)

Mariusz Bieliński "NAD" (2009 rok)


Kapituła Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej 2010:

Anna Augustynowicz

Jan Ciechowicz

Jacek Kopciński

Zbigniew Majchrowski

Jacek Sieradzki

Jerzy Stuhr  (przewodniczący)

Małgorzata Sugiera

Paweł Wodziński (sekretarz Kapituły)

Komisja Artystyczna GND 2010:

Małgorzata Jarmułowicz

Anna Zalewska – Uberman

Paweł Wodziński

Biuro Organizacji GND 2010:

Marzena Szymik – Mackiewicz  (szef biura)

Ewa Wojciechowska (producent)

Marta Jezierna (sekretariat)

 

FINALIŚCI:


CIAŁA OBCE Julia Holewińska

Dramat dotykający dwóch aspektów życia ludzkiego: odpowiedzialności za ojczyznę oraz miłości i szacunku do siebie samego, które przenikają się nawzajem i stanowią o dalszych losach. Jest to opowieść o braku akceptacji z tragicznym finałem, który nie może przynieść kojącego rozwiązania, bo każde posunięcie wiąże się z cierpieniem głównego bohatera i jego najbliższego otoczenia. W dramacie pojawiają się postaci – uosobienia Polski dawnej, szlachetnej, walczącej, dumnej (Jadwiga, Bogumił, Bolesław) oraz te, które uosabiają Polskę współczesną, której społeczeństwo zapomina o wartościach i karmi się chamstwem, szyderstwem oraz brakiem akceptacji. Te przeciwstawne osobowości koegzystują, by jeszcze mocniej zaznaczyć antagonizmy między światami, w których żyje główny bohater rozdarty pomiędzy prawdą a obłudą. Adama (jego „biblijne” imię jest również symboliczne w kontekście późniejszych wydarzeń i jego problemów z własną seksualnością) i Maryję poznajemy podczas spotkania opozycyjnych znajomych, zastanawiających się jak pomóc koledze, który trafił do więzienia. W tych rozmowach religia, walka, pojęcie prawdy i życie codzienne idą w parze, w której, co jakiś czas, jedna z tych sfer chce dominować. Adam i Maryja decydują się na poczęcie dziecka dla dobra narodu, aby ludzi służących dobru ojczyzny, gotowych do działania, było więcej. To Adam nalega na dziecko, a potem w typowo kobiecy sposób przeżywa ciążę i jej rozwój. Chce towarzyszyć żonie przy porodzie, co w latach 80-tych jest nowością. Kiedy Adam zostaje zatrzymany przez milicję, zgodnie ze swoim sumieniem postanawia dochować wierności własnym ideałom i nie zdradza kolegów. Ta decyzja okazuje się być punktem zwrotnym w całej historii. Mundurowi, w ramach zemsty za brak współpracy, powiadamiają żonę Adama (Maryję) o jego upodobaniach. Maryja dostaje zdjęcia, na których widać, że jej mąż przebiera się za kobietę i spaceruje tak ulicami. Adam nie może dłużej ukrywać tego, kim jest naprawdę, albo tego, kim naprawdę się czuje. Jego kobieca natura jest już nie do oszukania.  Kolejną ważną dla tekstu bohaterką jest Ewa (imię pierwszej kobiety na ziemi), która od samego początku, we wszystkich sytuacjach i dialogach, w przerysowany sposób udowadnia, że jest kobietą. Jej spotkanie z synem, który, nie wiedzieć czemu, żywi do „matki” jawną odrazę, wyraźnie sugeruje, że problem tożsamości i „kobiecości” Ewy jest osią tego dramatu. Jej wizyty u lekarza odkrywają, że Ewa przeszła operację zmiany płci i jest kobietą tylko dzięki chirurgii, choć od lat dziecinnych czuje, że natura się pomyliła i że powinna urodzić się z innym ciałem. To, którym była przed operacją było jej całkowicie obce. Ewa pracuje w szkole i codziennie spotyka się z brakiem akceptacji ze strony młodzieży, która jest bezlitosna dla jej odmienności. Dręczące wyrzuty sumienia nie pozwalają jej cieszyć się z sytuacji, którą przecież sama wybrała. Próbuje się spowiadać, ale i w konfesjonale jej emocje nie znajdują ludzkiego zrozumienia. Okazuje się, że Ewa jest chora na raka jelita. W krytycznym już stanie spotyka się znowu z synem Lechem, który jest owocem jej/jego małżeństwa z Maryją. Lech, mimo upływu wielu lat, nie potrafi zrozumieć postępowania swojego niegdyś ojca. Ma mnóstwo pytań i wątpliwości, które nasiąknięte są agresją i wrogością. Nie jest w stanie zdefiniować roli jaką teraz Ewa ma pełnić w jego życiu. Powoli, za sprawą choroby, kończy się życie Ewy. Los Adama (tego, który odmówił współpracy tajnym służbom), po ujawnieniu jego tajemnicy, również zmierza do punktu, w którym już nic nie będzie takie jak przedtem. Adam postanawia poddać się operacji i stać się kobietą, którą i tak od lat się czuje. Na poczekalni w szpitalu spotykają się Adam i Ewa, którzy wydają się sobie znajomi. Spotyka się jedna osoba i dwie tożsamości w dwóch ciałach. Oba te ciała są sobie obce.

Czytanie:19 listopada (piątek) g. 17.00 – 18.30/ Teatr Miejski Mała Scena/wstęp wolny

Reżyseria: Kuba Kowalski


KRZYWY DOMEK Anna Wakulik

Co dzieje się z córkami, gdy umiera matka? W dramacie Anny Wakulik to zależy od tego, jakie relacje łączyły dwie, dorosłe już kobiety z własną matką.

Prolog tego dramatu to monologi 29-letniej Klary, która swoje życie stara się w histeryczny sposób wieść na własny rachunek, ale nieustannie i nieoczekiwanie okazuje się, że centrum jej życia stanowi trudny konflikt z matką.

Pierwszy, po wielu latach, przyjazd Klary do kraju, spowodowany pogrzebem matki, jest dla niej wydarzeniem, do którego najchętniej by nie dopuściła. Ojczyzna, kraj, w którym wychowywała ją matka jest dla niej uosobieniem klęski, niepowodzenia, ciężaru emocjonalnego i odpowiedzialności za wydarzenia historyczne. Klara żyje pod presją matki, udając, że jedynym sensem jej życia jest robienie wszystkiego wbrew niej. Jej myślenie dotyczące macierzyństwa i naturalnych funkcji rodzicielskich jest przykładem skrajnych antagonizmów. Wszystko, co w stereotypowy sposób zostało przypisane jako cechy matczyne jest dla Klary godne  przekreślenia i zanegowania. Według niej rodzicielka „nie otuli kołdrą” , „nie jest pokarmem”. Ta bohaterka w rozmowie ze swoją młodszą siostrą przyznaje, że od lat szuka języka „antymatkowego”, który pozwoliłby jej się wyzwolić spod oczywistej więzi łączącej rodzica z dzieckiem, a chyba jeszcze silniej, córkę z matką. Ta, paraliżująca wręcz, chęć ucieczki przed emocjami powoduje, że Klara jeszcze bardziej zatapia się w strukturę nienaruszalnych więzi. Powodem tych traumatycznych przeżyć jest dzieciństwo dziewczynek, które wychowywane pod pręgierzem surowej matki, pamiętają tylko jej  palące, karzące spojrzenie. Koniec dramatu ujawni tragiczne motywy zaburzeń w zachowaniu matki

w stosunku do dwóch małych dziewczynek. Utrata pierwszej ciąży, poczucie pustki, fizycznej wyrwy w własnym ciele, strach przed utratą cząstki siebie – to wszystko spowodowało, że miłość i matczyna czułość ustąpiły miejsca chłodnemu, krytycznemu wychowywaniu. Stosunek Klary do rodzicielki ujawnia się w jednej ze scen, kiedy to dziewczyna, parafrazując słowa modlitwy, kieruje swoje błagania do Matki-Boga. Korzystając z formy modlitwy a za chwilę inwokacji, udowadnia i jednoznacznie pokazuje jakiego rodzaju emocje rządzą tym związkiem. Pojawianie się ducha matki, który po śmierci towarzyszy większości rozmów kobiet i ich mężów, powoduje, że córki nadal czują się osaczone i oceniane przez swoją rodzicielkę. Jej pośmiertna obecność jeszcze bardziej udowadnia Klarze i Marcie, że potrzeba rozerwania jedni z matką jest tą rzeczą, która życiu ich obu może pomóc potoczyć się dalej. Rozstanie Klary z mężczyzną, ciąża Marty, stają się momentami przełomowymi w życiu ich obu. Początkowo świadomość Klary, że jej siostra przyoblecze się w figurę „matki” powoduje u niej zamknięcie się na świat. Tym bardziej, że sama jest bezpłodna, co powoduje, że mimo wielu niepożądanych podobieństw do swojej matki, nie może się z nią całkowicie utożsamić. To z kolei powoduje, że czuje się gorsza, mniej wartościowa jako człowiek, ale przede wszystkim jako kobieta. Jednoczesna potrzeba odcięcia się i upodobnienia do matki sprawia, że Klara nie potrafi radzić sobie ze stratą. Nie jest w stanie ocenić i nazwać swoich prawdziwych uczuć związanych z odejściem tej, która była osią jej życia. Duch pojawiający się nad parą bliźniąt, dzieci Marty, opowiada historię cierpienia opuszczonej przez dzieci matki. Matki, która wydając na świat człowieka tym samym skazana jest na paradoksalne rozstanie z częścią siebie.

Czytanie: 19 listopada (piątek) g. 19.00 – 20.30/ Teatr Miejski Mała Scena/wstęp wolny

Reżyseria: Małgorzata Głuchowska


NADZY I MARTWI Grzegorz Bartos

Dramat ukazujący skrajną, patologiczną sytuację emigrantów zarobkowych z Polski. Grupa czterech mężczyzn, mieszkająca w warunkach przez siebie określanych jako warunki dla obywateli trzeciej lub nawet czwartej kategorii, jest przykładem ludzi, którzy dla pieniędzy są w stanie dać się upodlić i zdegradować. Autor pokazuje polskich emigrantów w Holandii, którzy wyjechali z ojczyzny często kilkanaście lat temu, a w nowym kraju nadal egzystują w warunkach prowizorycznych, w otoczeniu możliwym do zaakceptowania jedynie jako przejściowe. Ubóstwo mieszkaniowe, materialne jest jednak konsekwencją ubóstwa duchowego bohaterów, dla których jedyną rozrywką i urozmaiceniem ich nędznego życia jest alkohol i prostytutki. Nieznajomość języka, wynikająca z lenistwa i ignorancji oraz zupełny brak zainteresowania tym, co kraj ma do zaoferowania oprócz pieniędzy, powoduje, że życie bohaterów to ciągła wegetacja. Nawet praca, po którą rzekomo przyjechali nie jest dla nich wartością. Zależy im wyłącznie na zajęciach, które od pracownika nie wymagają zaangażowania i energii i, podczas których łatwo można markować wykonywanie swoich obowiązków. Ciągły, „tymczasowy” tryb pobytu i życia  bohaterów jest dla nich często niebezpieczny i groźny dla ich zdrowia. Minimalizując koszty swojego pobytu za granicą, przestają dbać o zdrowie i higienę. Oszczędzają na ubezpieczeniu, co dla jednego z mężczyzn, Dżerseja, oznacza coraz poważniejsze problemy z sercem. Lekceważy poważne objawy, bo nie chce płacić za leczenie. Wśród mieszkańców tego miejsca jest jednak jeden mężczyzna, którego postawa wyróżnia się spośród sylwetek pozostałych osób z grupy. Mały jest wyraźnie odseparowany od swoich kolegów, którzy godzinami potrafią prowadzić jałowe dyskusje na temat walorów prostytutek, sposobów funkcjonowania rynku pracy w Holandii i przeszłości. Zdystansowany, tajemniczy Mały, kiedy traci pracę, najwięcej czasu poświęca czytaniu książek, co jego współmieszkańcom wydaje się być, co najmniej, dziwne. Kiedy przeszukując jego rzeczy natrafiają na poetyckie smsy czy bilety do muzeum (notabene, nie mieli świadomości, że w ich mieście jest muzeum), nie próbują go nawet zrozumieć. Nagłe zniknięcie Małego powoduje wśród znajomych dużą konsternację i ciąg kryminalnych domysłów na temat tego, co się z nim stało. Według nich Mały równie dobrze mógł wrócić do kraju, co umrzeć. A próba rozwikłania zagadki jego odejścia staje się dla nich nietypową rozrywką w ich monotonnym życiu. Patologiczne formy przyjaźni, w których brak oddania i szczerości, odwrócona drabina wartości i priorytetów, beznadzieja i otępienie najlepiej charakteryzują środowisko, które reprezentują Rumun, Dżersej, Bilard, Kornelia i Marlena, emigranci zarobkowi.

Czytanie: 20 listopada (sobota) g. 13.00 – 14.30/Teatr Miejski Mała Scena/wstęp wolny

Reżyseria: Zbigniew Brzoza


PĘKNIĘTA, OBWIĄZANA NITKĄ Zyta Rudzka

Dramat rozpoczyna się od wspomnienia tragedii z grudnia 1970 roku, kiedy to podczas strzelania do stoczniowców, zginął od kuli młody, niewinny chłopak, późniejszy bohater Ballady o Janku Wiśniewskim. Zyta Rudzka dopisuje do tej prawdziwej historii ciąg dalszy. Ta sama kula nieszczęśliwie trafia w głowę ciężarnej, młodej kobiety, pracującej w sklepie mięsnym. Burbonica musi usunąć płód. Przez całe życie nie pozbędzie się jednak wyrzutów sumienia i będzie żyła w cieniu tragedii z przeszłości. Drugie dziecko Burbonicy i jej męża Kapiszona jest obdarzone przez rodziców szczególną miłością, traktowane, zwłaszcza przez matkę, jak Książe, ktoś absolutnie wyjątkowy. Dlatego, po zaginięciu syna, nie dopuszcza do siebie myśli, że prawdopodobnie zmarł na skutek przedawkowania narkotyków, jak domyślamy się z relacji Kapiszona i jego teścia - Szewca. Tragedia, wpisana w życie Burobonicy, jest symbolicznie związana z liczbą 12. Kiedy miała 12 lat została opuszczona przez matkę, straciła dziecko w grudniu, dwunastym miesiącu w roku, jej mąż spotyka się z dwanaście lat młodszą kobietą i zgromadził dwanaście kamizelek kuloodpornych dla syna. Bohaterka, obdarzona imieniem znaczącym, utożsamia się z francuską królową Marią Antoniną, żoną Ludwika XVI Burbona, która straciła swoje dzieci a siedząc w celi przed egzekucją,  stała się atrakcją turystyczną dla odwiedzających ją tłumów, nie rozumiejących dramatu matki i oskarżonej niesprawiedliwie kobiety. Burbonica, przesiadująca w Zoo pod klatką  z małpami, które tak  lubił odwiedzać jej syn, wyśpiewująca Balladę o Janku Wiśniewskim, w pewnym sensie podzieliła los Marii Antoniny. Stan, w jakim znajduje się Burbonica, obrazuje historia z życia Burbonów, którą opowiada Kapiszonowi. Przeciwnicy króla, wykorzystując chorobę jego kucharza podali mu marchewkę. Jedna z nich, nadziana trucizną, była pęknięta i obwiązana nitką. Burbonica po śmierci synów, też nosi w sobie truciznę, niezabliźnioną ranę. Jej zrujnowana psychika w każdej chwili może „się posypać”. Kobiety z jej rodziny, nigdy nie potrafiły stworzyć szczęśliwego domu, bo zawsze kogoś traciły. Życie Burbonicy, toczy się według tego samego scenariusza. Matka, babka i Burbonica są do siebie podobne jak matrioszki, jedna z drugiej wyciągnięta, wydrążona w środku, przepołowiona, pęknięta. Pozostali bohaterowie dramatu również nie mogą wrócić do normalności po utracie „małego Burbona”. Nad ich życiem od dawna ciąży widmo śmierci. Kapiszon, były fotoreporter wojenny, popada w alkoholizm i zajmuje się fotografowaniem bitych żon i zabitych psów. Szewc, który pamięta jeszcze czasy okupacji, i ma  w pamięci ofiary wojny, (których śladem jest chociażby przypadkiem odnalezione cmentarzysko dzieci), krąży od śmietnika do śmietnika, od wystawki do wystawki, nadaremnie poszukując jakichkolwiek śladów wnuka. Zarówno jemu, jak i pozostałym bohaterom towarzyszy tajemnicza postać Zapatrzeńca, o niepewnym statusie ontologicznym, śledzącego poczynania bohaterów, prowokującego ich do wyznań i obdarzonego pewną nadwiedzą. Zapatrzeniec próbuje nadać sens życiu tych cierpiących ludzi, sugerując, że żałoba może być ścieżką do przyszłości. Historia przedstawiona w dramacie, rozgrywająca się na wielu poziomach, koncentruje się  na dramacie matek i ich rodzin, które utraciły swoje dzieci. Niektóre z nich urastają do rangi symbolu i zmieniają bieg historii, jak śmierć Marii Antoniny czy Janka Wiśniewskiego. Większość z nich jest jednak anonimowa. Śladów po zmarłych na próżno szukać w książkach do historii. Można je co najwyżej odnaleźć w piosenkach, na cmentarzu i we własnej pamięci.

Czytanie: 20 listopada (sobota) g. 15.00 – 16.30/Teatr Miejski Mała Scena/wstęp wolny

Reżyseria: Anna Smolar


BURMISTRZ Małgorzata Sikorska-Miszczuk

Autorka Burmistrza jeszcze raz podejmuje temat relacji polsko-żydowskich, który w ostatnich kilku latach niejednokrotnie gościł już na polskich scenach czy był podejmowany przez rodzimych dramatopisarzy. Dość tytułem przykładu przywołać Naszą klasę Tadeusza Słobodzianka czy Żyda Artura Pałygi. Często jednak znaczenie tekstu dramatycznego wiąże się nie tyle z nowością podejmowanego tematu, ile ze sposobem ujęcia, z wykorzystaniem takich środków wyrazu, które pozwalają odsłonić jego nowe aspekty czy też je w zaskakujący sposób naświetlić. Tak właśnie dzieje się w przypadku sztuki Burmistrz Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk.

Akcja Burmistrza rozgrywa się tyleż w wyimaginowanym Mieście, w którym nieoczekiwanie dochodzi do ujawnienia po części świadomie „zapomnianego” dawnego cmentarza żydowskiego, co na teatralnej scenie. Autorce nie idzie bowiem o realistyczne przedstawienie sytuacji. Jej celem jest raczej jawnie sztuczna, sceniczna czy teatralna analiza przypadku, przypadku nagłego przejścia od utopijnego stanu niewinności do trudnego do zaakceptowania stanu winy, konieczności poradzenia sobie z ciężarem przeszłości. Dlatego jej Burmistrza czytać można zarówno jako studium konkretnych wydarzeń, ujętych w dystansującą, alegoryczną formę dramatyczno-teatralną, jak i przypowieść o niemożliwej niewinności, za którą zapłacić przychodzi wysoką cenę odrzucenia narodowej i lokalnej tożsamości, skoro to właśnie ona wkłada na barki ciężar niezawinionych win.

Pomimo zręcznie rozpisanych na sytuacje sceniczne pozorów akcji (wizyta Burmistrza Nowego Jorku, narodziny uczucia między Miss a Niemcem na Pokucie, uczucia z winy „rodziców” niemożliwego niczym miłość Romea i Julii), Burmistrz to laboratoryjna analiza kosztów prawdziwych i zafałszowanych relacji z prywatną i kolektywną przeszłością, wcielona w rozdwojoną postać Burmistrza Przed i Po. Oczywiście, swoim zainteresowaniem dla historii i realizującymi je formami dramatyczno-teatralnymi tekst Sikorskiej-Miszczuk na pierwszy rzut oka przypomina epicki teatr Bertolta Brechta. Dość jednak przeczytać didaskalia jej sztuki, jawnie subiektywizujące czy wręcz ironizujące perspektywę naszego oglądu akcji, by dostrzec istotną między nimi różnicę. Owszem, w Burmistrzu z powodzeniem odnaleźć można wpływy Brechta czy innych twórców niemieckojęzycznego teatru. Istota jednak leży w tym, jak i do czego wypożyczone, nierzadko opatrzone czytelnym cudzysłowem rozwiązania zostały wykorzystane. A jeśli tak postawi się problem, trudno będzie odmówić autorce oryginalności, tak pod względem scenicznej formy dramatu, jak jego treści niepokojącej odbiorców, pozostawiającej ich bez łatwych odpowiedzi. Dlatego ci, którzy niepokojeni przez teatr być nie lubią, wziąć sobie winni do serca końcowe didaskalia: „Idźcie do domu, Widzowie, i nie oglądajcie się za siebie”.

Czytanie: 20 listopada (sobota) g. 17.00 – 18.30/Teatr Miejski Mała Scena/wstęp wolny

Reżyseria: Piotr Kruszczyński



Rozmowy  z autorami sztuk i reżyserami bezpośrednio po każdym z czytań prowadzi Paweł Sztarbowski.